Witam.
Dzisiaj Joanna się jak zwykle opierdala. Podziwiam torby i bałagan w moim pokoju, bo nie potrafię się ogarnąć i w końcu spakować. Trudno zdecydować, co powinnam wziąć, a co zostawić. Brać książki? Pewnie ich nie będę miała czasu czytać, ale tak ciężko rozstać się z Lestatem, Harrym, Sookie i całą resztą.. A zdjęcia? Więcej będę w Gdańsku niż w Pasłęku, więc w sumie powinnam, ale tak czy owak mam większość na kompie... Poza tym w teorii tak łatwo zdecydować i wrzucić potrzebne rzeczy do walizek, toreb i pudeł, ale w praktyce jest to tak cholernie ciężkie... Niby chcę jak najszybciej wyjechać już z Pasłęka i ruszyć do swojego nowego świata w Gdańsku, ale z drugiej strony mam sentyment do miejsca, w którym spędziłam tyle lat. Bardzo osobliwe uczucie.
Całkiem niedługo do szafy wrócą ubrania, które kupiłam jakiś czas temu, ale jakoś nie nosiłam. Ostatnio zaniosłam kilka rzeczy do zwężenia i tak cholernie mnie to cieszy, że muszę o tym mówić. Wybaczcie, wiem, że zamęczam ludzi tym tematem, ale postarajcie się zrozumieć moją radość i dumę. Całe życie byłam pasztetem i udręczałam się, bo nie potrafiłam z tym nic zrobić, a teraz jest zupełnie inaczej... Jakby ktoś założył mi różowe okulary i dał wiarę, że może być dobrze. Nie chodzi w tym wszystkim tylko o rozmiar, ale też o samopoczucie, stan zdrowia i pewność siebie. Wreszcie zaczynam czuć się sobą i przestaję zadręczać innych moim pesymizmem i sarkazmem. Nareszcie mogę się uśmiechać bez myślenia, czy przypadkiem właśnie nie zniknęły mi oczy i pojawiła się druga broda.. Naprawdę, naprawdę było źle. Teraz jest lepiej, a za jakiś czas będzie doskonale. W tym wszystkim jednak potrzebuję dietetyka - osoby, która mnie ochrzani, że jem za dużo, a kiedy zajdzie taka potrzeba, uświadomi, że jak zacznę zmniejszać wyznaczone porcje to zrobię sobie krzywdę. Tak naprawdę, być może paradoksalnie, trzymając się wyznaczonych granic żywieniowych, zaczynam czuć się wolna. Zeszły ze mnie wszelkie toksyny, nie czuję już, że jeśli nie zjem słodyczy to pierdolnę, nie mam chęci jeść ziemniaków, pizzy, lasagne i wszystkich innych kalorycznych potraw. A to, że mój brzuch czasem postanawia porozmawiać z otoczeniem, uznaję za dobry żart, a nie powód, by się nawpieprzać. Do tego całego dobrego samopoczucia dochodzą komplementy od innych, że lepiej wyglądam, że podziwiają moją zawziętość, wytrwałość i tym podobne, czego nigdy nie mam dość. Dosłownie nigdy :D
Od wagi wyjściowej miałam schudnąć 30kg, z czego co najmniej 13kg już za mną. Teraz jednak zastanawiam się czy być może nie przedłużyć diety i postarać się zrzucić 40kg. Zobaczymy. Na pewno wszystko będę tu pisać, także zainteresowani będą wiedzieć ;)
Deszczu
wtorek, 18 września 2012
sobota, 15 września 2012
Siemka!
Dzisiaj lekko, łatwo i przyjemnie piszę sobie pościka, który nie będzie ani troszkę ambitny. Jaram się nowym miejscem, w którym będę mieszkać przez najbliższe miesiące. Jest ładnie sprzątnięte, pachnie i wgle jest super. Trzeba tylko dokupić komodę i parę pierdół, ale będzie gites! :D
Macie tu zdjęcia chudnącego non-stop deszcza, żebyście nie zapomnieli jak wyglądam przypadkiem :P
Dzisiaj lekko, łatwo i przyjemnie piszę sobie pościka, który nie będzie ani troszkę ambitny. Jaram się nowym miejscem, w którym będę mieszkać przez najbliższe miesiące. Jest ładnie sprzątnięte, pachnie i wgle jest super. Trzeba tylko dokupić komodę i parę pierdół, ale będzie gites! :D
Macie tu zdjęcia chudnącego non-stop deszcza, żebyście nie zapomnieli jak wyglądam przypadkiem :P
Joanna składająca swoje kartony z ikejły.
Joanna odpoczywająca, ciesząca się efektami ciężkiej pracy.
Pozdro,
Deszczu :*
P.S. Dodatkowy buziak do Anity ;*
Deszczu :*
P.S. Dodatkowy buziak do Anity ;*
poniedziałek, 3 września 2012
Siema siema!
Zatęskniłam za pisaniem postów.. Dzisiaj się poświęcę filozofowaniu, ale żeby nie było zbyt ambitnie i dojrzale to wstawię wam kilka foci z łapki, co byście nie myśleli o mnie za dobrze :D
No to jak już ustaliliśmy dwa fakty: to, że jestem nienormalna i to, że popadłam w samozachwyt na swoim kurczącym się ciałem; możemy przejść dalej..
Coraz więcej lat a ja coraz bardziej przekonuję się o tym, że nic nie wiem. Gimbusy to mają jednak piękne życie - przekonani o swojej mądrości i dojrzałości, bronią zawzięcie swoich przekonań i wykrzykują innym prosto w twarz, że już są dorośli i rozumieją życie. Ja natomiast, mimo podobnej postawy za gimbazy, patrzę coraz uważniej i coraz częściej widzę swoją dziecinność i niedojrzałość (te dwa słowa wbrew pozorom nie są dla mnie synonimami). Lubię się bawić, żartować, śmiać się do rozpuku, tańczyć bez muzyki i śpiewać bez konkretnej melodii (wydawać dźwięki podobne do zdartej płyty - no cóż... nie można mieć wszystkiego no nie?)... Lubię cieszyć się jak głupia z nowej pary spodni i oglądać deszcz spod daszku niczym widz, oglądający w kinie niezły film akcji... Lubię okazywać swą dziecinną stronę osobowości i nigdy nie chcę się jej pozbywać. Wciąż jednak niezmiennie zauważam swoje oznaki niedojrzałości, co jest dla mnie straszne. Moje lenistwo i ogólna niewiedza o kwestiach życiowych to główne jej składniki. Podobno całe życie się uczymy, ja jestem na etapie początkowym i wiem, że nic nie wiem. Zobaczymy jak to się potoczy dalej... Myślmy pozytywnie ;]
Deszczu
Deszczu
Subskrybuj:
Posty (Atom)

